- Jutro po śniadaniu razem ze Skylar pójdziecie do kościoła i przyniesiecie wodę święconą. Ile tylko zdołacie unieść.
- Po co ?
- Zayn nie wiem co tutaj jest. Nie wiem jaką ma siłę i czego od nas chce, ale wiem, że wszyscy chcemy wyjść z tego żywi, a już zwłaszcza teraz. Nigdy nie ignoruj duchów. Są silniejsze niż myślisz.
~*~
Okej. Byłem trochę przestraszony. Poczułem ulgę kiedy ze Skylar opuściliśmy teren posiadłości.
- Ale piękna pogoda. - rozglądała się z uśmiechem.
- Prawie tak piękna jak Ty. - zachichotała i wzięła mnie za rękę.
- Jesteś kochany Zayn.
- Wcale nie. Wiesz, że przy Tobie jakoś inaczej się czuję ?
- Lepiej czy gorzej ?
- Cudownie. Jestem szczęśliwy. - pocałowała mnie w policzek.
- Kiedy dasz mi w końcu całusa ?
- No nie wiem. Grzeczna byłaś ?
- Bardzo. - złapałem jej talię i przyciągnąłem ją do siebie.
- Hipnotyzujesz. - szepnąłem.
- Uzależniasz. - czułem jej oddech na moich ustach. Pragnąłem ich posmakować. Czuć je na moich.
- A co wy tu gołąbeczki robicie ?! - no kurwica mnie weźmie. Obok nas zatrzymało się jakieś stare czerwone auto. Sierra.

- Zayn jesteś muzułmaninem.
- Ale Skylar nie jest. Poza tym nikt nie powiedział, że mamy ciągle siedzieć w tej ruderze. - wzruszyła ramionami i spojrzała na mnie z taką złością, że aż mnie zmroziło.
- Miasto jest za jakieś pół kilometra. Na najbliższym skrzyżowaniu w lewo.
- Dzięki. - powiedziała Sky i pociągnęła mnie za rękę w drugą stronę.
- Skylar ?
- Tak ?
- Nigdy się nie pocałujemy bo jakiś idiota nam przeszkodzi. - zaśmiała się i przytuliła. Kilka minut później dotarliśmy do miasta. Wyglądało jak opuszczone. Dziwiłem się, że kłębek wyschniętej róży jerychońskiej gdzieś tutaj nie lata. Przeszliśmy obok dwóch, prawie pustych barów. Minęliśmy stację benzynową, ale tam akurat poszedłem po szlugi. Zapytałem przy okazji o kościół.
- Kościół ? Panie, ten pierdolnięty ksiądz w niczym Ci nie pomoże.
- Potrzebuję tylko wodę święconą. Nic więcej. - uśmiechnąłem się i wyszedłem. Szliśmy nadal tą samą drogą, aż w końcu zobaczyłem wieżę drewnianego kościoła. Nie był duży, ale miał w sobie takie coś. Wprowadzał dziwny nastrój. Otworzyłem przed Skylar skrzypiącą furtkę i powoli ruszyliśmy w stronę drzwi.
- Dziwne miejsce. - szepnęła dziewczyna i przysunęła się bliżej mnie.
- Spokojnie, nic Ci nie grozi Sky. - gdy byliśmy na najniższym stopniu schodków drzwi się otworzyły. Zobaczyłem owego " pierdolniętego " księdza.
- Witajcie dzieci. - podszedł do nas - Jak mogę Wam pomóc ?
- My potrzebujemy wody święconej. Dużo.
- A po co ? Czekaj, czekaj. Nie widziałem Was tu wcześniej.
- My bierzemy udział w tym projekcie - zaczęła Sky, ale on uciszył ją gestem.
- Projekt realizowany w dworze Hellingly. Biedne dzieci.
- O czym ksiądz mówi ? - Skylar była coraz bardziej przestraszona.
- Wejdźcie. Lepiej o tym tutaj nie mówić. - wpuścił nas do wnętrza kościoła. Nie był bogato zdobiony, ale miał duszę. - Posłuchajcie. Hellingly to budynek po szpitalu psychiatrycznym. - przeszedł mnie dreszcz. Bałem się. Pierwszy raz w życiu tak bardzo się bałem. - Odprawiałem tam kilka razy obrzędy oczyszczające z dusz nieczystych dlatego ludzie nazywają mnie dziwakiem, a nawet gorzej. Jednak dawno tam nie byłem bo jacyś mądrzy ludzie to zamknęli w cholerę. Teraz wiem, że muszę interweniować. Chodźcie. - zaprowadził nas do małego mieszkania z tyłu kościoła. Skylar aż drżała. Może dlatego, że popsuła się pogoda ? Mam nadzieję. Założyłem na nią moją skórzaną kurtkę i objąłem ramieniem. Zbierał jakieś klamoty, krzyże, pisma święte i inne.
- Jak masz na imię synu ?
- Zayn.
- Jesteś muzułmaninem prawda ? - skinąłem głową - Doceniam to, że tu przyszedłeś. Niewielu z Was byłoby w stanie tak się poświęcić.
- Nie praktykuję swojej wiary. - wzruszyłem ramionami i pomogłem mu zanosić te rzeczy do samochodu zaparkowanego na tyłach plebanii. Kilka minut później ruszyliśmy w stronę Hellingly.
***
Kiedy wróciliśmy do willi Sierry nie było. Zostały po niej tylko ślady opon na piasku. Nadal jej nie lubię. Brad, Luke i Louis wyszli przed dom, a dziewczyny stanęły na werandzie.
- Egzorcysta. - usłyszałem Mię.

- Co Pan o tym miejscu wie ? - Mia razem z księdzem odeszli na bok i wymieniali spostrzeżenia, a ja razem z chłopakami wypakowywaliśmy samochód. Odpaliłem papierosa kiedy Skylar odeszła porozmawiać z Manon. Tylko ona mówi tutaj płynnie po francusku. No ja też trochę umiem, ale nie aż tyle.
- C'est affreux ! ( tłum. to straszne ! ) - krzyknęła i pobiegła przytulić się do Luke'a.
- Manon ! - Sky poszła za nią, a ja podszedłem do Louisa i Tilly. Powiedziałem im to co powiedział mi ksiądz. Wszyscy zaczynaliśmy się bać coraz bardziej.
- Podejdźcie. - zawołał nas ksiądz.
- Dowiemy się o co chodzi ? - Luke jak zawsze był stanowczy.
-Na świecie bożym istnieją różne rodzaje istot
- Szanowny panie księdzu ja nie będę tego pierdolenia słuchał. Chcę wiedzieć o co tu do cholery chodzi.
- Jak masz na imię synu ?
- Luke. Co to ma do rzeczy ?
- Nic. Chciałem załagodzić atmosferę.
- To zajebisty sobie wybrałeś moment. - wyrzuciłem niedopałek i przygasiłem go butem. Opowiedział im to co wie o Hellingly. Ludzie nie wychodzili stąd żywi, byli opętani, albo coś. Podjąłem decyzję. Ani ja, ani Skylar więcej tam nie wejdziemy. Kupię jej nowe ubrania i kosmetyki. Mój gabinet się rozwija. Dam radę zapewnić jej dobre życie.
- Więc wiecie co tam siedzi ? - spytała Tilly opierając się o tors Louisa.
- Demon. - szepnęła Mia w chwili kiedy wszystkie okna domu z trzaskiem się otworzyły.
czytasz - komentuj
.